Futboliga - Liga Ósemek Piłkarskich

 

ZALOGUJ SIĘ SUBSKRYBUJ

Logowanie

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

AGD Marking
Kolejka 13
1
vs
7
( 0 : 2 )

Stadion: Stadion Miejski

Sędzia: Dariusz Łazicki

Al-Maj Car Marki
niedziela, 18 październik 2020 • 18:30 h

Skład wyjściowy

Bramkarz
Zawodnik

Wydarzenia

Bramka

Asysta

    Żółta kartka

      W ósemce kolejki

        Najlepszy zawodnik drużyny wg kapitana przeciwników

        Piłkarz meczu


           Podsumowanie

          Gdy w tytule zapowiedzi trzynastej kolejki napisaliśmy „mecz ostatniej szansy dla AGD Marking i Al-Maj Car”, to w ten sposób chcieliśmy przede wszystkim podkręcić atmosferę związaną z tym spotkaniem. Przypomnijmy zresztą, że tej jesieni to już drugi mecz tych zespołów, bo pierwszy odbył się na samym początku, jako zaległe spotkanie z poprzedniej rundy. Wtedy padł wynik 3:3, emocje były od pierwszej do ostatniej minuty i bardzo liczyliśmy, że dojdzie do powtórki z rozrywki. Ale nasze nadzieje szybko zostały storpedowane. W obozie AGD nie uświadczyliśmy bowiem żadnego zawodnika z kobyłkowskiego Wichru, czyli Janka Szulkowskiego, Kacpra Dalby, Mikołaja Brzeskiego czy Krystiana Hargota. Nie było również Kamila Zaręby, a przecież to ten zawodnik zdobył w ostatnim meczu tych ekip hat-tricka. Z kolei Al-Maj dysponował w niedzielny wieczór naprawdę bardzo dobrym składem i powoli zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że na wielką dramaturgię nie mamy co tutaj liczyć...

          Niestety nasze przypuszczenia okazały się właściwe. Marking od samego początku spotkania był w defensywie i błyskawicznie dał się na tyle zepchnąć w stronę własnej bramki, że już w piątej minucie przegrywał 0:1 – gola zdobył Sebastian Wrzesiński. Ale to jedno trafienie oczywiście o niczym nie przesądzało, tylko problem AGD był poważniejszy. Chłopaki nie mieli kim rozegrać swoich akcji i bardzo rzadko gościli w polu karnym Karola Kupisińskiego. Po drugiej stronie boiska takich graczy było kilku – choćby Adrian Górny, który po raz trzeci w tym sezonie postanowił pojawić się przy Dziennikarskiej, a poprzednie dwie próby kończyły się sukcesami. Nie jest to zresztą gracz anonimowy i gdy tylko piłka lądowała pod jego lewą stopą, od razu robiło się bardzo groźnie. No i to właśnie on podwyższył wynik tego spotkania na 2:0. Mocne uderzenie, piłka odbija się od jednego słupka, potem od drugiego i wpada do siatki obok bezradnego Maćka Michalczuka. Niewiele brakuje, by pomocnik Al-Maju tuż przed przerwą dopisał do swojego konta jeszcze jednego gola, ale Przemek Bielski zdążył wyekspediować piłkę z linii bramkowej. Tylko że to niewiele polepszało sytuację ekipy Gabriela Orycha. Była ona bardzo kiepska i przede wszystkim – nie było symptomów, że w drugiej połowie coś może się zmienić. A nawet jeśli w graczach Markingu była jeszcze jakaś wiara, to jej resztki szybciutko zostało wyrzucone do kosza.

          Druga połowa ledwo się bowiem rozpoczęła, a znów na listę strzelców wpisał się Adrian Górny. Tutaj nie było już czego zbierać, szczególnie że Al-Maj oprócz zwycięstwa, chciał również załatwić inną sprawę, a więc pomóc zdobyć kilka bramek walczącemu o koronę króla strzelców Rafałowi Saksowi. No i dokładnie ten człowiek zdobył gola na 4:0, a kolejne wisiały w powietrzu. Marking zdołał co prawda odpowiedzieć w 35 minucie trafieniem Łukasza Pokrzywnickiego, lecz to była jedynie kropla w morzu potrzeb. Przegrywający postanowili zresztą zaryzykować, mocno odpuścili defensywę, w nadziei że to przyniesie im jeszcze chociaż jedno trafienie, ale zamiast tego dali sobie wbić jeszcze trzy bramki i przegrali aż 1:7. Wiedzieliśmy, że będą mieli ciężko, takiej klęski się nie spodziewaliśmy, ale niestety – brak tylu ważnych graczy musiał się negatywnie odbić na ich postawie. Tym samym ich szanse na awans zmalały do matematycznych i jedyne o co mogą jeszcze powalczyć, to trzecie miejsce, lecz i ta perspektywa jawi się bardzo mgliście. Dużo wyżej w tym temacie stoją akcje Al-Maju. W tym momencie ma on już tylko dwa punkty straty do Ursynowa i w najbliższej perspektywie mecz z zamykającym tabelę Galacticos. Szykują się więc kolejne „oczka”, a te mogą już pozwolić na skok na najniższy stopień podium. Byle tylko chłopaki za szybko w tę różową przyszłość nie uwierzyli, bo muszą pamiętać, że nic samo się nie zrobi. I to nawet z zespołami, które teoretycznie o nic już nie grają. Bo te potrafią być nieobliczalne.


          Fil Pol 1516 Al Mar 1617 Fil Pol 1718 In Plus 1819 InPlus 1920